niedziela, 18 listopada 2012

"Gorzkie prawdy" - David Lodge

....
- Nie boleje pan nad tym, że pańscy koledzy po piórze wciąż piszą i publikują?
- Wręcz przeciwnie. Jest o wiele za dużo pisarzy, którzy nie mając do  powiedzenia nic nowego, powtarzają to samo z uporem maniaka, książka po książce, rok po roku.
- Których pisarzy ma pan na myśli? - zapytała.
- Tych samych co pani - odrzekł.
Na jej twarzy odmalowało się rozbawienie zmieszane ze sceptycyzmem.
- Nie mogę uwierzyć, że tak łatwo pan zrezygnował.
Adrian westchnął głęboko.
- Prawda? Jakże mogłem zrezygnować z tych długich, samotnych godzin, które strawiłam na gapieniu się w pustą kartkę papieru albo przez okno i na obgryzaniu końcówki długopisu, usiłując stworzyć coś z niczego, powołać do życia wcześniej nie istniejące postacie, obdarzyć je imionami, rodzicami, wykształceniem, odzieżą, dobytkiem... zdecydować, czy mają oczy błękitne czy piwne, czy ich włosy są proste czy kręcone, a może w ogóle ich nie ma - Boże, cóż za katorga! Do tego dochodzi męczarnia związana z wepchnięciem tego wszystkiego w słowa - świeże słowa, które nie wydają się wyświechtane jak odzież kupiona na wagę... Potem trzeba wprawić bohaterów w ruch, ożywić ich, wprowadzić w związki, które będą się wydawały jednocześnie ciekawe, wiarygodne, zaskakujące, śmieszne i wzruszające. - Adrian odliczał poszczególne przedmioty na palcach.- To jak gra w szachy w trzech wymiarach - podsumował. - Absolutne piekło. Czy pani by za tym tęskniła?
....


Fragment pochodzi z książki pt. "Gorzkie prawdy" D. Lodge'a wydanej w 2001 roku przez wydawnictwo REBIS.



"Gorzkie prawdy" to przede wszystkim utwór sceniczny zaadaptowany do potrzeb masowego odbiorcy poprzez "upowieściowienie". Autor przyznaje to we wstępie i przy okazji obnaża swoje rozterki. Takie same, jakie targają jego bohaterem. Sztuka Lodge'a jest dobra, inteligentna, a jednocześnie lekka. Nie każdy jednak czytelnik sięgnąłby po dramat, dlatego autor postanowił przepisać utwór dodając co nieco, aby forma powieści, czy raczej mini-powieści, została zachowana. Nie zmienia to faktu, że książką rządzą dialogi, a po wstępie wyobraźnia czytelnika ucieka mimochodem na scenę, na której pojawiają się bohaterowie.
Bohaterowie zaś to grupka osób związanych z rynkiem pisarskim i mediów. To przede wszystkim Adrian Ludlow, który dawno, dawno temu napisał książkę, która weszła do kanonu lektur szkolnych, a po kolejnych, mniej lub bardziej udanych próbach pisarskich porzuca pisanie powieści i żyje redagując od tamtej pory różnorodne antologie. Jest też jego żona Eleanor, z którą to wyprowadził się nasz Adrian na wieś, by wieść spokojne życie z dala od pisarskiego światka. Eleanor jednak skrycie tęskni za tym życiem. Jest też ich przyjaciel, a raczej dawny przyjaciel - Sam Sharp, autor scenariuszy popularnych seriali, zbulwersowany ostatnim wywiadem, który przeprowadziła z nim młoda, drapieżna dziennikarka, Fanny Tarrant. Pojawia się w końcu i sama Fanny. Niemal zrozpaczony Sam namawia Adriana do udziału w spisku przeciwko niej...
Niewielkich rozmiarów książeczka to idealna rozrywka na jesienny wieczór. Opowiada o "trudnej miłości" między pisarzami i dziennikarzami, a na szczególną uwagę zasługuje inteligentna gra pomiędzy Adrianem i Fanny podczas wywiadu, na który, w ramach zemsty, nasz bohater się zgodził. Lekkie pióra autora i dobre dialogi, to zdecydowany atut "Gorzkich prawd". Sprawiają one, że nie gryzą czytelnika niedociągnięcia w opisach, w szczególności na początku opowieści.


________________________________________________________________________
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: 52 książki, Z literą w tleZ półki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz