poniedziałek, 4 lutego 2013

"Rzecz o mych smutnych dziwkach" - Gabriel Garcia Marquez

- Dziś chcę.
Westchnęła: Och, ty mój smutny mędrku, przepadasz gdzieś na dwadzieścia lat, a jak już się pojawiasz, to tylko po to, żeby żądać rzeczy niemożliwych. Natychmiast jednak odzyskała swój zawodowy kunszt i podsunęła z pół tuzina rozkosznie zapowiadających się sugestii, jednak, nie da się ukryć, już użytkowanych. A ja, że nie, że musi być panna i na tę właśnie noc. Zaniepokojona spytała: A co chcesz sobie udowodnić? Nic, odparłem, trafiony w najczulsze miejsce, bardzo dobrze wiem, co mogę i czego nie mogę. Rosa niewzruszona stwierdziła, że mędrkowie wiedzą wszystko, ale nie wszystko: Jedyne Panny, jakie jeszcze chodzą po świecie, to takie Panny sierpniowe jak ty. Nie mogłeś poprosić mnie o to odpowiednio wcześniej? Natchnienie ma to do siebie, że nie uprzedza, odpowiedziałem. Ale poczekać chyba może, skwitowała, nieodmiennie i jak żaden mężczyzna przemądrzała, i poprosiła o przynajmniej dwa dni, żeby dokładnie przebadać rynek. Odrzekłem, najzupełniej serio, że w tym interesie, w którym robi, każda godzina w moim wieku jest jak rok. To znaczy, że się nie da, podsumowała, bez cienia wątpliwości w głosie, ale to akurat nieważne, za to bardzo emocjonujące, a co tam, kurwa, oddzwonię w ciągu godziny. Nie muszę o tym wspominać, bo z daleka widać, jaki jestem: brzydki, nieśmiały i staroświecki. Ale usilnie dbając o to, ażeby właśnie takim nie być, zacząłem odgrywać swe całkowite przeciwieństwo. Do dnia dzisiejszego, kiedy to z własnej i nieprzymuszonej woli przystępuję do opowiedzenia sobie samemu, jaki naprawdę jestem, choćby po to tylko, by przynieść ulgę swemu sumieniu. Zacząłem od niecodziennego telefonu do Rosy Cabarcas, bo jeśli spojrzeć na to dziś, właśnie ta rozmowa dała początek nowemu życiu w wieku, w którym znakomitą większość śmiertelników śmierć już dawno zabiera.

Fragment pochodzi z książki pt. "Rzecz o mych smutnych dziwkach" autorstwa G. Garcii Marqueza wydanej przez wydawnictwo MUZA SA w 2005 roku.

 Uwielbiam Garcię Marqueza całym swoim naiwnym zapewne sercem od czasu spotkania z niezwykłą rodziną Buendiów wiele lat temu. Nie rzuciłam się jak wampir na pozostałą prozę autora, a raczej dawkuję ją sobie z umiarem i odpowiednio rozłożoną w czasie, żeby starczyło na dłużej. Niemniej jednak, gdy niedawno autor odłożył na bok swą pisarską koronę ogłaszając koniec kariery, łezka zakręciła mi się w oku. Garcię Marqueza, jak pewnie wielu jego wielbicieli, kocham za magię, za pulsowanie jego historii w moich żyłach i pod skórą.

W tej historii nie ma jednak magii, a może inaczej - jest tu innego rodzaju magia, magia doświadczenia i zrozumienia życia. To opowieść o starości, o miłości, o prostym życiu wypełnionym rutyną. Narrator, dziennikarzyna, w przeddzień swych dziewięćdziesiątych urodzin dzwoni do dobrze znanego mu burdelu z prośbą o spotkanie z dziewicą. O dziwo udaje mu się taką znaleźć - bezwstydnie młodą i piękną. Tak zaczyna kiełkować coś na kształt uczucia...

Książka poprzedzona jest wstępem, w którym tłumacz utyskuje nad granicami przyzwoitości, które nie pozwoliły wydawcy na umieszczenie w tytule słowa "kurwach". Nie bardzo rozumiem ten lament i bunt jednocześnie, bo nie sądzę by miało to  jakikolwiek wpływ na lekturę. Książka napisana z perspektywy osoby stojącej może nie bezpośrednio nad grobem, ale nie oszukujmy się - w ostatniej fazie swojej bytności na naszym ziemskim padole przesiąknięta jest dojrzałą mądrością na tematy przeróżne, momentami czyta się ją jak podręczny zbiór sentencji na każdy dzień roku. Sądzę, że trzeba swoje przeżyć, by docenić ją w pełni, tak, jak na to zasługuje. I, mimo braku tej mojej kochanej magii, a może pozornego jej braku, sądzę, że trzeba do niej powrócić jeszcze kiedyś, po jakimś czasie, bo czas to taki czarodziej, który kładzie nam przed oczami często te same a jakże różne obrazy.

______________________________________________________________

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: 52 książki, Trójka e-pik, Z półki, Projekt Nobliści

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz