wtorek, 12 lutego 2013

"Tajemnica Bladego Konia" - Agatha Christie


Tytuł: TAJEMNICA BLADEGO KONIA

Autor: AGATHA CHRISTIE

Tytuł oryginału: The Pale Horse

Tłumaczenie: Krystyna Bockenheim

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Rok wydania: 2009







Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, byłoby to wierutne kłamstwo. Czytałam ochoczo i oczywiście, kiedy musiałam fizycznie odłożyć książkę, w głowie bynajmniej nie przestawałam o niej myśleć ani na chwilę, walcząc czasem nawet z okropnie natrętnymi myślami "co będzie dalej?" i "chyba wiem o co chodzi", "a może jednak nie wiem" itd. Tak właśnie działa magia kryminałów Agathy Christie. Trudno powiedzieć co ona robi, że zaraża nas za każdym razem swoistym wirusem detektywistycznym, a może odprawia jakieś czary i to tak działa...

"Tajemnica Bladego Konia" to książka o czarach. Głównym bohaterem powieści jest dziennikarz-pisarz - pan Mark Easterbrook. Większość powieści to jego relacja z wydarzeń, które miały miejsce w Munch Deepig i okolicach. Sam Mark angażuje się bardzo mocno w sprawę kryminalną, o której dowiaduje się w zasadzie przez przypadek. Jest oczywiście morderstwo - zamordowany został ksiądz Gorman i to zaraz po tym, jak odwiedził umierają kobietę. Przy zamordowanym znaleziono listę nazwisk, która ksiądz ukrył, a którą to najprawdopodobniej pragnął odnaleźć jego zabójca. Mark o liście dowiaduje się od znajomego lekarza Corrigana, który pracuje dla policji. Szybko okazuje się, że kolejne osoby z listy nie żyją. Jedno z nazwisk okazuje się znajome, a potem kolejne... i tak po jeszcze różnych perturbacjach dochodzimy do Bladego Konia i czarów. Resztę trzeba doczytać sobie samemu, ot co.

No i tak, Mark Esterbrook nie jest z pewnością tak sprawny, sprytny i zmyślny jak mój ulubiony Hercules Poirot, to pewne. Całe zatem śledztwo pachnie trochę amatorszczyzną, ale jest odważne no i nie ma takich ogromnych zgrzytów między panoszącą się po całej książce bezczelnie czarną magią a logicznym i przywiązanym do rzeczy wytłumaczalnych umysłem detektywa. W książce pojawia się również pani Oliver, może znana niektórym skądinąd pisarka kryminałów. I jest ona urocza. Pozwolę przytoczyć sobie pewien fragment:

Pani Oliver w stanie graniczącym z obłędem snuła się po gabinecie, mamrocząc coś do siebie. Rzuciła na mnie krótkie, obojętne spojrzenie i kontynuowała wędrówkę. Jej niewidzące oczy przesuwały się po ścianach, prześlizgiwały po oknie i od czasu do czasu zamykały się jakby w przypływie bólu.
- Ale dlaczego - mówiła pani Oliver w przestrzeń - dlaczego ten idiota nie mówi natychmiast, że widział kakadu? Dlaczego nie miałby tego zrobić? Nie mógł tego uniknąć! Jeśli jednak nie wspomina o tym, cały pomysł jest zmarnowany. Musi być sposób... musi być.
Jęknęła, chwyciła się za krótkie, siwe włosy i szarpnęła je z całej siły. Potem spojrzała na mnie nagle oprzytomniałymi oczami i powiedziawszy: "Halo, Mark. Dostaję szału", kontynuowała swoje skargi.
- No i jest jeszcze Monica. Im bardziej się staram, żeby była miła, tym bardziej staje się irytująca... Taka głupia dziewczyna... Przy tym jaka zadowolona z siebie! Monica... Monica? Imię jest chyba nieodpowiednie. Nancy? Czy byłoby lepsze? Joan? Każda nazywa się Joan. Tak samo Annę. Susan? Miałam już Susan. Lucia? Lucia? Lucia? Chyba potrafię ją sobie wyobrazić. Ruda. Sweterek polo... Czarne rajstopy? W każdym razie czarne pończochy.
Ten chwilowy przebłysk dobrego samopoczucia został przyćmiony wspomnieniem problemu kakadu i pani Oliver podjęła na nowo swoją beznadziejną wędrówkę po pokoju, przekładając nieświadomie różne przedmioty z miejsca na miejsce.

Tajemnica Bladego Konia powstała w 1961 roku. W tym roku Lady Mallowan dostała tytułu doktora honoris causa na uniwersytecie w Exeter, a trzy lata wcześniej została przewodniczącą Klubu Detektywów.
Drukiem w 1920 roku ukazała się jej pierwsza powieść "Tajemnicza historia w Styles" - minęło zatem ponad 40 lat. Czterdzieści lat wytężonej pracy obfitującej w liczne powieści i opowiadania. Wyobrażam sobie, że Christie okrąża nerwowo pokój zastanawiając się dlaczego Hercules Poirot nie zauważył kakadu. Czy proces twórczy u Pani Christie mógł tak wyglądać? Pewnie nie, ale sama wizja bardzo mnie rozśmieszyła.

6 komentarzy:

  1. A tej książki jeszcze nie czytałam. Muszę zacząć nadrabiać moją ukochaną Christie, bo chyba z 50 książek na półce stoi, a przeczytałam ledwie połowę:(

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja gromadzę :D zabieram się za inne książki i stety niestety odkładam je, by wracać z uporem maniaka do Christie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z dzieł pani Agathy przeczytałam jedynie "12 prac Herkulesa" i myślałam, że się zanudzę na śmierć. Na kolejne jej kryminały nie mam najmniejszej ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero zaczynam poznawać Agatę Christie, ale bardzo mi się podoba styl tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. http://to-wonderland-olcik.blogspot.com/ <---dopiero zaczynam, ale może przypadnie ci do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię Christie. Jej książki może nie są kryminałami najwyższych lotów, ale zdecydowanie bardzo przyjemnie spędza się z nimi popołudnia.

    OdpowiedzUsuń